Projekt 75000g - kontynuacja

Data: 7 Jun 2007. Autor: Shider.
Kategoria: Zdrowie i uroda ;).

Dawno nic nie pisałem … To już dwa miesiące od poprzedniego, burzliwego posta i pewnie nieprędko pojawi się kolejny tak gorąco komentowany. Brak życia na moim blogu, nie wynika jednak z tego, że jestem tak zajęty lub co gorsza nie żyję rzeczywiście. Wręcz przeciwnie - to czyste lenistwo i chęć odpoczynku od komputera ;). Powiem tylko, że w czasie tych dwóch miesięcy wydarzyło się wiele interesujących rzeczy, ale nie muszę się przecież wszystkim dzielić ;). Kilka osób, czeka też pewnie na kontynuację “W życiu nie liczy się tylko kasa”. Na razie jej nie będzie, bo nic w tej kwestii się nie zmieniło :P. Tak się jednak składa, że nie pierwszy już raz, po większym (to jest oczywiście pojęcie względne) wysiłku fizycznym przychodzi mi ochota na pisanie. Przy okazji wysiłku nie wypada natomiast nie wrócić do rozpoczętego równo pół roku temu notką “Projekt 75000g” cyklu “Zdrowie i uroda ;)”.

Wstyd się przyznać, ale odpuściłem sobie trochę ćwiczenia. Nawet bardziej niż trochę. Wieczorna gimnastyka okazała się niewypałem bo często odwlekałem ją do bardzo późnych godzin by w koncu sobie całkiem odpuścić. Nie oznacza to jednak, że projektu 75000g nie realizowałem. Zastosowałem bardziej leniwą metodę - ograniczyłem jedzenie. Koniec z codziennymi obiadkami w stylu pizzy i zapiekanek. Koniec z chipsami i ciasteczkami. Za to duuuuużo owoców. Z dumą muszę przyznać, że jestem w połowie realizacji założonego planu :). Zgubiłem ok 13kg i spokojnie mieszczę się w rozmiar L zamiast XL.

Sama dieta to jednak nie wszytko bo kondycji jak nie było tak nie ma. Przekonałem się o tym dotkliwie podczas spokojnej wycieczki na Giewont :). W połowie drogi myślałem, że nie dotrę tam nigdy lub po prostu spadnę gdzieś ze skarpy. Był to dla mnie ogromny cios i obiecałem sobie, że po powrocie wrócę do codziennych ćwiczeń, tym razem w postaci biegów (tak tak to też sobie odpuściłem). Niestety po powrocie z gór lenistwo i brak bezpośredniej motywacji był znowu silniejszy. Liczyłem trochę na to, że zmotywuje mnie znajomy, który twierdził, że zaczął też ostatnio biegać. Niestety przez półtora tygodnia od mojego powrotu, pomimo wielu deklaracji, ani razu nie udało mu się znaleźć na to czasu. Konieczne okazały się więc dodatkowe zabiegi. Jedynym rozwiązaniem jakie przyszło mi do głowy był zakup specjalnych do biegania butów, co też wczoraj zrealizowałem :). Mając na uwadze wydaną na ten cel kasę nie wypada teraz by leżały i sie marnowały :). Od wczoraj bez względu na humory kumpla … rozpocząłem (na razie krótkie) biegi …. Zobaczymy co z tego będzie :). Mam nadzieje, że za jakiś czas będę w stanie spokojnie okrążyć maltę.

Komentarze.

Skomentuj

Nick i e-mail są polami obowiązkowymi. E-mail nie jest udostępniany osobom trzecim.